Pragnienie sukcesu – krótka recenzja serialu „Jak to się robi w Ameryce”

Jeśli Nowy Jork wyobrażacie sobie jako wielki tygiel kulturowy i właśnie to podoba Wam się w tym mieście najbardziej, to serial „Jak to się robi w Ameryce” z całą pewnością przypadnie Wam do gustu. A jego kolorowy świat pochłonie Was niczym czarna dziura.

Serial opowiada nie tylko o mieszkańcach Nowego Jorku, mówi też o tym, jak przeżyć i odnieść w nim sukces. To przecież wielka metropolia, w której trzeba się w jakoś odnaleźć: ułożyć sobie relację z byłą dziewczyną, pogodzić pracę dorywczą z życiem prywatnym i w końcu wymyślić sposób na to, aby być bogatym, bo przecież wszyscy inni odnieśli już sukces.

Od razu zaznaczam, że serial nie pokazuje Nowego Jorku w wielkim formacie. Nie zobaczymy w nim wielkich wieżowców oraz widoków z lotu ptaka (a raczej helikoptera), ponieważ „Jak to się robi w Ameryce” jest produkcją niskobudżetową, co koniec końców wcale nie jest jego wadą. Twórcy zręcznie wykorzystali odstępne im środki, starając się ukazać losy małych ludzi w dużym mieście.

Jednym z niewielu minusów serialu jest to, że kamera podąża na początku wyłącznie za dwoma bohaterami. Może się wydawać, że to dosyć ciekawe śledzić losy dwóch chłopaków, którzy nieustannie sypią pomysłami na życie i biznes, a potem zadłużają się, aby je zrealizować. Po pewnym czasie zaczyna to trochę irytować, ale kolejne odcinki neutralizują początkowy niesmak. Na duży plus zasługuje obecność Kid Cudiego, choć jest go trochę za mało. Zawsze kiedy pojawia się na ekranie, wprowadza dużo życia, tryskając przy tym humorem, dzięki czemu uatrakcyjnia on jeszcze bardziej całą produkcję.

Warto również zwrócić uwagę na interesujący przerywnik pomiędzy poszczególnymi scenami – zdjęcia ukazujące nam nowojorczyków w ich codziennych zajęciach; od starego rabina po siwiejącego fryzjera z Bronxu. Są miłym urozmaiceniem serialu.

Istotnym minusem jest to, że serial jest krótki. Pierwszy sezon trwa w sumie niecałe trzy i półgodziny, co oznacza, że można go obejrzeć wciągu jednego wieczoru. Niemniej warto go obejrzeć i liczyć na to, że następny sezon będzie odrobinę dłuższy.

Jeżeli podoba Wam „Skins” czy „Human Traffic”, odnajdziecie się w „Jak to się robi w Ameryce” i jest szansa, że trafi on na listę Waszych ulubionych seriali.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *