Wychowane przez wilki – krótka recenzja

Każdy, kto obejrzał chociaż jeden film Ridleya Scotta, natychmiast dostrzeże tematyczne czy stylistyczne podobieństwa z nową produkcją HBO Max. Są tu ślady „Obcego”, „Prometeusza” czy „Łowcy androidów”. Takich nawiązań w toku 10-odcinkowego pierwszego sezonu „Wychowanych przez wilki” jest oczywiście dużo więcej. Planeta Kepler-22b, na której ma się zacząć nowa ludzka cywilizacja, przypomina niektóre światy z „Gwiezdnych wojen”. W serialu znajdziemy też echa „Battlestar Galactica” czy nawet „Matrixa”.

Ale zakończony właśnie sezon najbardziej przypomina „problemowe” science fiction z przeszłości w wykonaniu takich twórców, jak Isaac Asimov, Philip K. Dick czy Artur C. Clarke. Czyli takie, w którym ważne tematy czasami zastępują sprawnie zrealizowaną fabułę czy dobrze nakreślone postacie. Ale to wady, które można w ostatecznym rozrachunku wybaczyć temu serialowi.

Wychowane przez wilki to powrót do przeszłości

Już 17 września pojawiła się informacja, że serial dostanie drugi sezon. To pasuje do finałowego odcinka pierwszego sezonu, zatytułowanego „Początek”. Po dziesięciu odcinkach wydaje się, że gra o przyszłość ludzkości dopiero się zaczyna. Na Kepler-22b (co ciekawe, planeta istnieje w rzeczywistości) mnożą się kolejne zagadki dotyczące przede wszystkim tego, kto zaludniał świat na długo wcześniej, zanim pojawiły się na nim androidy ze zniszczonej wojną Ziemi, których misją było wychowanie nowego pokolenia ludzkości. Showrunner Aaron Guzikowski sprawnie rozstawił postacie przed drugim sezonem, pozostawiając otwarte w zasadzie wszystkie wątki.

W trakcie sezonu lepiej poznajemy wzajemnie zwalczające się na Kepler-22b strony, jak i historię Ziemi. Serial ma wiele różnych płaszczyzn do interpretacji. Są pytania o granice człowieczeństwa, etykę, przemijanie, granice możliwości i różnice między maszynami oraz ludźmi, rolę religii i pytanie o dalsze losy ludzkości. Dwie zwalczające się frakcje na planecie, która ma być ostatnią nadzieją ludzkości na przetrwanie, to wyznawcy Mitry oraz frakcja odrzucających religię ateistów. Guzikowski i Scott unikają przypinania prostych etykiet, a widz może sam ocenić podejście i zasady jednej oraz drugiej strony.

Finał to bardziej przygotowanie widza na kolejne sezony niż zamknięcie historii w jedną całość. Nic do końca nie jest wyjaśnione, zwłaszcza związki Kepler-22b z Ziemią i religią mitraistów czy też znaczenie i pochodzenie „głosu Sola”. Co więcej, poziom wcześniejszych odcinków jest bardzo nierówny, a w kilku miedzy wstępem (odcinki 1-3) a finałem pojawiają się niepotrzebne dłużyzny. Kluczowe jest jednak to, że mimo wszystkich wad, w toku kolejnych odcinków większość postaci – w tym androidy, Ojciec i Matka – podlegają prawdziwej ewolucji, która nie wygląda na sztuczną. Wykształcają uczucia i to te zupełnie ludzkie.

Droga, którą przechodzą obydwa androidy jest najciekawszym wątkiem całego serialu, dużo bardziej interesującym niż historie większości ich podopiecznych, zwłaszcza Tempest i Huntera. Matka (Amanda Collin) z maszyny bojowej, jednoosobowej broni masowego rażenia zmienia się w kogoś, kto próbuje przynajmniej zrozumieć, czym jest ludzka empatia. Najciekawsze sceny w ostatnich odcinkach to jej relacja z Sue (Niamh Algar) i to w jaki sposób pod jej wpływem Matka lepiej zaczyna rozumieć ludzi.

Tak samo fascynująca jest postać Ojca (Abubakar Salim), który jest chyba najlepiej skonstruowanym bohaterem serialu. A przynajmniej takim, któremu widzowie mogą najbardziej kibicować. Opowiadanego przez niego żarty, gniew, gdy poznaje tajemnice Matki, zazdrość, próba wejścia w relację w jakimś sensie przypominającą małżeństwo – to wszystko go mocno uczłowiecza.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *